Starożytność rzymska jest okresem trudnym do wyraźnego wyodrębnienia z powszechnego procesu dziejowego. Owa trudność wynika z niezwykle długiej żywotności i złożoności tego, co można nazwać Rzymem. Dla pewnego porządku wycinek historii, który chcę niżej opisać będzie dotyczył czasu, kiedy to Rzymianie stali się znani w świecie śródziemnomorskim jako zdobywcy tworząc tzw. Imperium Romanum, a zamknę go uwagami, które dla wielu mogą być już początkiem świata średniowiecznego.

Nie sposób pisać o stosunku Rzymian do kotów bez poczynienia mimowolnym uwag o świecie egipskim. Skąd ta konieczność? Otóż podboje Imperium Romanum sięgnęły u schyłku starej ery aż do kraju faraonów. Siłą rzeczy kultura egipska, która była już dość mocno zmieszana z obyczajowością grecką za sprawą bytności Hellenów w kraju Nilu od blisko trzech stuleci, silnie oddziaływała na zbrojne i handlowe ramię Rzymu. Emanacja ta znacznie się zwiększyła, kiedy to Egipt stał się zupełnie podległą prowincją Rzymską w 31 roku p.n.e. Kultura rzymska chętnie czerpała z osiągnięć obcych cywilizacji, w tym także w zakresie kultów religijnych, jednak o ile kot w duchowości egipskiej zajmował poczesne i doniosłe miejsce, o tyle Rzymianie mieli do niego w materii kultycznej raczej sceptyczny, a nawet krytyczny stosunek. Istotne też jest, że pisarze łacińscy niemal zawsze łączą kota z kulturą egipską. Oto wielki polityk doby schyłku republiki rzymskiej, Cyceron, tak wypowiada się m.in. o kotach:

 

Kto nie zna zwyczaju Egipcyan? Którzy opacznem mniemaniem tak się omamili, że woleliby co najgorsze wycierpieć, niżeli ibisa, żmiję, psa, kota, krokodyla uderzyć; a gdyby im co złego niechcący zrobili, żadnej by się kary nie wzdrygali.

 

Juwenalis, rzymski poeta satyryczny (60-127) oburza się mocno na kultyczny aspekt egzystencji kota egipskiego i daje temu wyraz w swych Satyrach:

 

Któż nie wie, o Volusiusie Bithynicusie! jakim to niedorzecznym stworzeniom Egipcjanie oddają cześć?... Całe miasta czczą a to koty, a to rzeczną rybę, gdzie indziej psa, ale nikt nie oddaje czci Dianie.

 

W nieco innym duchu, z większym znawstwem, pisał moralista Plutarch (50-125), który jako pierwszy dostrzega działanie zapachów roślin na zachowanie kota, a także zdaje sobie sprawę z możliwości oswojenia go, chociaż nie widzi w nim zwierzęcia domowego, lecz raczej egzotyczne:

 

A przecież są tacy, co hodują i lubią złe psy i konie, a niejeden i koty, i rysie, i małpy, i lwy – a nie są w stanie znieść gniewów czy ignorancji, czy ambicji brata.

 

Dalej idącą w refleksji myśl znajdujemy u Eliana Klaudiusza (II-III), autora traktatu O właściwościach zwierząt:

 

Dowodem na to, że natura zwierząt wcale nie jest nieprzewidywalna i że zwierzęta dobrze traktowane doskonale pamiętają okazaną im życzliwość, są koty żyjące w Egipcie, ichneumony, krokodyle, wszelkie gatunki jastrzębi.

 

W okresie wczesnochrześcijańskim spotykamy apologetów, którzy w ślad za pisarzami rzymskimi mocno piętnują kult zwierząt wzorowany na egipskiej religijności. Święty Justyn (100-165) obnaża zamiłowanie ludu do pogańskiego zwyczaju, w którym uwielbia się:

 

(…) drzewa, rzeki, szczury, koty, krokodyle, zwierzęta wszelakie.

 

Inny teolog doby wczesnego chrześcijaństwa, Klemens Aleksandryjski (II-III w. n. e.), ze wstrętem pisze o obrzędach bałwochwalczych pogan:

 

Złoto, srebro i pozłacane srebro nadają blask świątyniom misternie zdobionym kamieniami szlachetnymi pochodzącymi z Indii i Etiopii, podczas gdy w sanktuarium, dzięki zasłonom wyszywanym złotem panuje półmrok. Jeśli jednak wchodzimy w głąb budynku, chcąc kontemplować bóstwo, i jeśli szukamy posągu znajdującego się w świątyni, jeden z tych, których zadaniem jest noszenie go, lub jakiś inny kapłan z uroczystym wyrazem twarzy obiega to miejsce spojrzeniem, śpiewając kantyk po egipsku, i unosi rąbek zasłony, jak gdyby chciał pokazać nam boga, podczas gdy przedmiot uwielbienia sprawia, że wybuchamy śmiechem: bo ten, którego tak gorliwie szukamy i którego widzimy pod spodem, nie jest bogiem, lecz kotem, krokodylem, miejscowym wężem lub innym stworzeniem tego typu, niegodnym przebywać w świątyni, a zasługującym na norę, jamę lub bajoro. Bóg Egipcjan pojawia się na purpurowym posłaniu jako skulone zwierzę.

 

Około 220-230 r. powstało dzieło błędnie przypisywane Klemensowi Rzymskiemu, w którym porównano bluźnierców przeciw imieniu Boga do dawnych Egipcjan kultywujących zwierzęta:

 

Jedni wystawili ludziom do adoracji wołu zwanego Apisem, inni kozła, ci kota, a tamci węża, nawet rybę, cebule, gazy żołądkowe…

 

Obalenie pogańskich zwyczajów religijnych u schyłku starożytności nie poprawiło postrzegania kota. Nadal pisano o nim w kontekście egipskiego bałwochwalstwa. Bizantyński pisarz, Zachariasz z Gazy, zwany Scholastykiem (VI w.) przytacza reakcję pewnego chrześcijanina, który odkrył tajemne sanktuarium pogańskie w Aleksandrii:

 

Kiedy ujrzał wielką ilość bożków i gdy zobaczył ołtarz we krwi, wykrzyknął po egipsku: Jest tylko jeden Bóg”… Podał najpierw bożka Kronosa… następnie wszystkie pozostałe bożki demonów, potem zbiór bożków wszelkiego rodzaju, szczególnie psy, koty, małpy krokodyle i gady; gdyż w tych czasach Egipcjanie również zwierzętom oddawali cześć... Mówiono, że te bożki zostały zabrane ze świątyni w Memfis przez żyjącego w tych czasach kapłana, kiedy zauważono, że pogaństwo straciło na sile, i że zostanie zniesione.

 

Pisarze w starożytności zarzucali również kotu zabijanie ptactwa. Uczony i pisarz rzymski Warron (117-27 r. p.n.e.) zaleca przy budowie ptaszarni otoczyć ją gipsowym murem w celu uchronienia kaczek przed kotami. Historyk bizantyński, Agatiasz Scholastyk (VI w.) z całą surowością piętnuje kota:

 

Czy oswojony kot, który zjadł moją ulubioną kuropatwę, spodziewa się, że będzie mieszkał w moim domu? Droga kuropatwo, nie pogrzebię cię bez honorów; lecz na twoim martwym ciele złożę w ofierze tego, który pozbawił cię życia.

 

W innym epigramie Agatiasz pisze:

 

Głowę (nieszczęsna kuropatwo) odgryzł ci kot, lecz całą resztę ja mu odebrałem i swej zazdrosnej szczęki nie nasycił.

 

Zamiłowanie kotów do polowań na ptaki było z pewnością w oczach Rzymian poważną usterką tych zwierząt, bowiem ptaki były dla nich istotami symbolicznymi. Rzymianie byli uczuciowo związani z ptakami. Doskonały przykład unaoczniający ten fakt można odnaleźć w rytuale auspicjów, które polegały na wróżeniu z lotu wielkich drapieżnych ptaków. Lot orła lub sępa miał znamionować wolę bogów. Korelacja między ptakami i ludźmi miała zatem charakter silnie zakorzenionego obrzędu religijnego, z którym wiązały się ogromne emocje ludu. Bezsprzecznie bliskowschodni rodowód kota i jego znaczenie w obcych dla Rzymian kultach z pewnością nie przysparzały mu popularności zaś drapieżność względem ptactwa, które w świecie antycznym w ogóle miało istotne znaczenie egzystencjalne i symboliczne dopełniało miary nieprzychylności tak ludu, jak i jego elit intelektualnych i duchowych. Wprawdzie w chrześcijaństwie doby starożytnej nie wiązano już tak mocno kotów z ptactwem, to jednak wymiar bałwochwalczy wciąż kojarzony między innymi z Egiptem nadal kładł się na nie złowrogim cieniem.

Wydaje się jednak, że byłoby dużą niesprawiedliwością przypisywanie Rzymianom nienawiści lub wrogości wobec kotów, które to postawy skutkowałyby przemocą wobec nich. Wniosek ten jest uzasadniony czysto logicznym rozumowaniem. Źródła antyczne nie zawierają opisów przemocy stosowanej wobec kotów. Nadto wspomina się w nich o użyteczności tych czworonogów. Nawet teksty zasadniczo wobec nich krytyczne skłaniają do refleksji o użyteczności tych małych drapieżców. Poeta Kallimach z Cyreny (II w. p.n.e.) w Hymnie do Demeter wzmiankuje o kotce która była postrachem myszy. Agronom Palladiusz (IV w.) zaleca posiadanie kota do zwalczania kretów. Oczywiście kot epoki rzymskiej nie wydaje się być zwierzęciem traktowanym powszechnie z sentymentem, lecz zdecydowanie, jeśli mowa o aprobacie, to tylko w kategoriach funkcjonalnego narzędzia chroniącego przed szkodnikami. Rzecz jasna nie wyklucza to istnienia przypadków wielkich sentymentów względem kotów. Na przełomie starożytności i średniowiecza koty dzieliły z mnichami ich klasztorne cele i nie pozwalały na niszczenie przez myszy zapasów żywności. Warto w tym miejscu przytoczyć opowieść o wędrownym mnichu, który w Rzymie stanął przed papieżem Grzegorzem I. chcąc wypróbować pokorę i posłuszeństwo mnicha, papież zażądał od niego, by ten ofiarował mu to, co ma najcenniejszego. Mnich wyciągnął z rękawa habitu swojego małego kotka. Uśmiechając się, Grzegorz I, odmówił przyjęcia daru i wyjął z rękawa swego kotka. Ta sympatyczna historia dowodzi faktu, że koty cieszyły się więcej niż względami na skutek swej użyteczności. Nieco na uboczu świata rzymskiego, w klasztorach Irlandii koty hodowano zaś jeden z mnichów poświęcił swemu ulubieńcowi wiersz, nazywając go „Panem Kotem”:

 

Z jaką pilnością Pan Kot czyha na myszy, z taką samą pilną czujnością mnich łowi każdą Bożą myśl.

 

Z powyżej cytowanych źródeł wyłania się zarys sylwetki społeczeństwa rzymskiego, które miało dość wyraźny i tendencyjny stosunek do kotów. Percepcja rzymska – krytyczna, sceptyczna i kpiąca – wydaje się być zrośnięta z wciąż żywą emanacją rytów egipskich, nawet w okresie rozkwitu myśli chrześcijańskiej. Kot nie budzi sympatycznych skojarzeń, lecz przypisuje się mu jedynie użyteczne znaczenie, choć ściśle powiązane z jedną funkcją – łowcy gryzoni. Optyka ta jest jednak nieco zaburzona przez odmienny styl współżycia środowisk duchownych z kotami. Wydaje się, że większa zaduma nad dziełami stwórczymi wśród kontemplujących życie skutkowała nie tylko wyraźniejszą tolerancją, lecz także zamiłowaniem do drapieżnych czworonogów. Obraz ten jest wprawdzie tylko interpretacją kilku rozrzuconych w czasie i przestrzeni źródeł, jednak wydaje się harmonizować z wypowiedzią historyka Bizancjum, Kazimierza Ilskiego, iż „relacja pomiędzy człowiekiem i zwierzętami zmienia się w toku dziejów”.

Kot w starożytnym Rzymie

20 lipca 2020

WROĆ DO BLOGA