„Słowa znaczą. Bardzo dużo. Ale zarazem nie są jednoznaczne”[1]. Tak też jest ze słowem etos, którego rodowód sięga języka starożytnej greki. W antyku ujmowane było na dwa nieco odmienne sposoby. Pierwszy z nich odróżnia się pisownią i w niewielkim stopniu znaczeniowo od drugiego. Mamy więc εθος zapisany przez epsilon i ηθος pisany przez eta. Mimo drobnych różnic w zapisie i definicji można mówić o dużym podobieństwie tych dwóch form, a nawet należy stwierdzić, że istniejące odmienności znaczeniowe doskonale się uzupełniają i ukazują związek przyczynowo-skutkowy[2]. W pierwszym przypadku etos definiuje się, jako wytrenowany zwyczaj, swego rodzaju nawyk postępowania, a nawet przyzwyczajenie[3]; w przypadku drugim oznacza rzecz zakorzenioną i ujawniającą się w charakterze i usposobieniu, a w ujęciu retorycznym może oznaczać odbicie charakteru[4]. Filozofia grecka, z Arystotelesem na czele, widziała w etosie powszechnie przyjęty zwyczaj myślenia i działania[5]. Co ciekawe myśl chrześcijańska Nowego Testamentu, wyrosła na styku kultury żydowskiej i hellenistycznej, również zaopatrzona była w analogiczne pojęcia, przy czym εθος rozciągał się nawet na obowiązujące prawo obyczajowe, co można również oddać synonimem ustawa[6].

Współcześnie pojmujemy etos raczej w ramach funkcjonujących w społeczeństwie wzorów mentalnych i organizacyjnych nie wiążąc go ze sferą normatywną i teoretyczną. Dlatego opisujemy określone normy i idee w działaniu, w zachowaniach społecznych[7]. Wobec tego etos określa charakterystyczną odrębność poszczególnych grup ludzi[8].

Czy społeczeństwo Wielkopolski wypracowało na przestrzeni wieków tak pojmowany etos? Co istotne, czy trwa on nadal? Odpowiedź na pierwsze pytanie nie budzi żadnych wątpliwości, bowiem historia wypełniona jest wieloma interesującymi nas spostrzeżeniami na temat mentalności Wielkopolan[9]. Sporo tych informacji zawierają między innymi pamiętniki mieszkańców, przybyszów i podróżników. Posłużę się kilkoma przykładami. Oto już w okresie staropolskim Jędrzej Kitowicz upamiętniał Wielkopolan, jako społeczeństwo zaopatrzone w odrębne i silnie je wyróżniające cechy[10]. Zjawiskiem powszechnym dla tego regionu było skrupulatniejsze płacenie podatków, znacznie lepsze zarządzanie dobrami, a to z kolei skutkowało wyższymi dochodami. Podkreślano też cechę kontrowersyjną do dziś, a mianowicie oszczędność. Stwierdzano z uznaniem, że „w Poznańskiem i Kaliskiem panowie i szlachta we wszystkim wielką zachowują oszczędność”[11]. Niejednokrotnie jednak cechę tę traktowano pejoratywnie i etykietowano skąpstwem. Kwestię tę podnosiła w swych wspomnieniach patriotyczna pisarka doby rozbiorowej, Wirydiana Fiszerowa: „Wyśmiewano jej dbałość o grosz”[12].

W XIX wieku ludność Wielkopolski opisywano już stosując pojęcie pewnej całości, a dokładnie jej społecznej wyjątkowości. Na uwagę zasługuje tu używany w negatywnym znaczeniu pod adresem regionu termin „Beocja” kojarzony z zaściankowością i ograniczeniem do rolnictwa i pasterstwa[13]. Etos wielkopolski był rzeczywiście silnie związany z większym niż gdziekolwiek zmysłem gospodarczym. Szczególnie uwidoczniło się to w okresie zaborów. Zapewne utrwaleniu takiego wzoru w życiu ludności pomógł, paradoksalnie, sam zabór. Raz, że dominacja zaborcy skłaniała do konsolidacji społecznej, a dwa, że wróg dysponował wielkim doświadczeniem w sferze ekonomii i świetnej organizacji. Przyczyna i skutek są mocno związane z wzajemną emanacją zwyczajów i wzorów, które przenikały się i utrwalały. Można chyba pokusić się o analogię do intensywnych ćwiczeń pod okiem surowego trenera. Oto społeczeństwo wielkopolskie poddane presji zaboru widziało w swym ciemiężycielu wrogą siłę, ale i „nauczyciela”, który wypracował sobie silną pozycję gospodarczą na arenie międzynarodowej. Nadto zaborca „dbał” o swój „spichlerz” i odpowiednio nim zarządzał. Tradycja i przymus uzupełniały się tworząc z ielkopolan wyjątkową grupę społeczną odstającą od reszty podzielonego państwa. Być może jest to pewne uproszczenie, lecz trudno odmówić mu zasadności. W takim ujęciu widzimy odzwierciedlenie pierwszej z definicji etosu, która owocuje zjawiskiem pozwalającym opisywać Wielkopolskę przez pryzmat charakterystycznego wzoru. Ów długi „trening” stał się podstawą dla rozwoju – istniejącego już wcześniej – swego rodzaju „genu społecznego”. Rzeczywiście w bycie zarówno jednostek, jak i społeczeństw ważną rolę odgrywa powtarzanie określonych czynności lub zachowań, by konstytuowały się lub, nieco łagodniej rzecz ujmując, utrwalały w świadomości i podświadomości tychże bytów. Dalece wątpliwe jest, by Wielkopolanie mieli prymat i wyłączność na powyższe cechy stanowiące podstawę ich etosu. Należy raczej mówić o sprzyjających okolicznościach w tworzeniu takiej a nie innej mentalności i jej ekspozycji. Warto odnieść się do genetyki człowieka, która dowodzi, że ludzie mimo dziedzictwa biologicznego podlegają modulacji środowiska. Trafnie to określił profesor Włodzimierz Oniszczenko: „Zebrane przez nas dane […] potwierdzają, że zachowania ludzkie mają podstawy genetyczne, a rozwój tych zachowań w znacznym stopniu wynika też z wpływów środowiskowych”[14] Mamy więc z jednej strony strukturę konstytutywną (genetyczną), ale, co ważne, nie jest ona wolna od wpływu zewnętrznego, który jest drugą siłą emanacji. egzystencji człowieka wiele zależy od zmieniającego się oddziaływania sił któregoś z tych dwóch biegunów. Rzadko jest tak, że wpływ rozkłada się proporcjonalnie i równo w czasie. Na ogół działanie odśrodkowe (konstytutywne), jakbyśmy to nazwali, jest tłumione lub eksponowane w różnym stopniu przez wpływ zewnętrzny, ale i działanie zdeterminowane konstytucją genetyczną jednostki silnie emanuje na jej otoczenie wnosząc większy lub mniejszy wkład w rzeźbę społeczeństwa. Dostrzegamy zatem wzajemność i przenikanie się sfer oddziaływania. Ten nieco uproszczony schemat można odnieść również do historii społecznej. Dostrzegamy bardzo wyraźną zależność między jednostką i grupą w obu kierunkach. Kolejne pokolenia Wielkopolan w czasie trwania etosu kultywowały go, bo stał się częścią ich społeczności i oczywiście ich samych, a to z kolei nie było bez znaczenia dla regionu.

W konsekwencji powyższej konstatacji ludność Wielkopolski jawi się, jako zaopatrzona w procesie dziejowym w cechy tworzące jej etos w oparciu o uwarunkowania dwojakiego pochodzenia: ze swej własnej specyfiki mentalnej oraz wpływu siły zewnętrznej.

W historii społeczeństw dostrzegalna jest nietrwałość i zmienność cech grup ludzkich. Tak też sprawa ma się w przypadku Wielkopolan. Powyższa prawidłowość psychospołeczna, jak byśmy ją nazwali, dowodzi słuszności refleksji, iż społeczeństwo to nie posiada cech, które są ich, powiedzielibyśmy, genetyczną własnością. Oto dowód: etos jest zjawiskiem mającym się dobrze jeszcze w okresie odbudowy pozaborowej, co, nawiasem rzecz ujmując, wcale nie dziwi, gdyż właśnie wtedy budowano, po długim formalnym niebycie, nowy „dom”. Wiele zaczęło się zmieniać z chwilą hitlerowskiej inwazji. W pierwszych tygodniach okupacji Niemcy wymordowali około pięć tysięcy Polaków – była to elita miast i miasteczek. W ciągu następnych lat utrwalały się postawy, które w warunkach pokoju są traktowane, jako negatywne, np. kradzieże i sabotaż. Takie działania podbudowane były chęcią przeżycia, zatem ich motywacja silnie przenikała ludzi emocjonalnie i oddziaływała na świadomość. „Zrozumiałe, że pierwszorzędnym celem człowieka bynajmniej nie jest poszukiwanie prawdy, ale przetrwanie [wyróżnienie – J.M.] w możliwie najlepszych warunkach fizycznych i psychicznych. Ograniczenia i sposoby osiągania tego celu są rozmaite. Zależą od kultury, wzorców, typu wychowania, świadomości skutków postępowania. Te elementy określają społeczeństwo, także jego elity, w tym polityków i uczonych, którzy nie są z gruntu inni niż społeczność, w której są zakorzenieni”[15]. Oto prawda absolutna: człowiek walczy o życie i dostosowuje się do sytuacji, a to, gdy zmieniają się warunki i powtarzane są mechanizmy działania w tychże nowych warunkach, skutkuje modyfikacją postaw jednostek i społeczeństwa[16].

Nadejście nowego ustroju powojennego bynajmniej nie polepszyło bytu i świadomości niedawnego, lecz zanikającego etosu. Pojawiło się pokolenie powojenne ugruntowane w glebie strachu i niepewności. Nadto wartości ekonomiczne podporządkowano fikcyjnym planom rządowym. Upaństwowienie zniszczyło ducha etosu, który do niedawna uwidaczniał się w warstwie mieszczańskiej i wyrażał w strukturach społecznych, rzemieślniczych, jak i gospodarczych. Komunizm sprzyjał powszechnej demoralizacji i degradacji dobrych wzorów. Taka presja środowiska nie była obojętna dla światopoglądu Wielkopolan. Oczywiście wielowiekowa wyjątkowa pozycja regionu stanowiła swego rodzaju wytrych do umysłów ludzi w epoce dominacji ustroju socjalistycznego, gdyż władze często do niego się odwoływały motywując do wydajniejszej pracy, lecz był to już tylko niewiele znaczący i wyblakły szyld – negatywne zmiany nastąpiły i utrwaliły się. Obecnie mimo ponad dwudziestu lat gospodarki wolnorynkowej i budowania demokracji sytuacja nie wróciła do stanu zadowalającego. Korupcja i afery z nią związane dowodzą utrwalonych złych postaw społecznych. Politycy nie działają dla dobra publicznego, jak dawniej, lecz są na wysokopłatnych państwowych posadach. Można zaryzykować stwierdzenie, że ponad czterdzieści lat dominacji filozofii socjalistycznej zmieniło myślenie Wielkopolan[17]. Etos okresu zaborów podtrzymywała siła tradycji, mocno utrwalonej w mentalności społecznej oraz walka z wpływem zaborcy. Obecnie funkcjonujemy przez pryzmat partykularnych działań gospodarczych i to jest głównym problemem, gdyż jego negatywne działanie jest odśrodkowe. Etos dawnej Wielkopolski należy raczej traktować, jako mit, choć zapewne jest to stanowisko, z którym wielu by się nie zgodziło. Profesor Witold Molik zapytany w wywiadzie prasowym czy Wielkopolanie nadal pozytywnie odróżniają się od reszty Polski odparł: „Niewątpliwie – jak to się popularnie mówi – "zwarszawieliśmy", czyli bardziej upodobniliśmy się do reszty kraju niż kraj do nas. Wyraźnie odróżniających nas cech nie dostrzegam”[18]. Ważne kiedyś pojęcie jest obecnie częścią zespołu instrumentów służących od czasu do czasu celom współczesnych zabiegów politycznych i propagandowych.

Na koniec należy podkreślić, że z perspektywy pozostałych regionów kraju Wielkopolska nadal jest widziana przez pryzmat tych dawnych wyobrażeń i epitetów. Współczesny dociekliwy podróżnik uzyska o jej mieszkańcach opinię niezwykle oszczędnych. Istnieje nawet dość mocny dowcip oddający wyobrażenie panujące o mieszkańcach Poznania: „[…] są oni Krakowianami, którzy spóźnili się na lot do Szkocji”[19]. Przeciwwagę dla powyższego stereotypu stanowią opinie o wspaniałej gospodarności w Wielkopolsce. Historia kontrastów trwa nadal, lecz stan rzeczywisty odbiega od zadawnionej percepcji. Bez względu na to, co pozostało z odległych wzorów są to raczej odpryski przeszłej mentalności. Obecnie nie istnieją przyczyny i motywacje do takiej konsolidacji, jak w okresie zaborów i międzywojennym, dla których społeczeństwo miałoby się mozolić we wspólnym dziele budowy regionu. Świadomość wspólnego terytorium, które wyróżniało się przed laty jest znacznie pomniejszona. Żyjemy w skurczonym świecie – globalnej wiosce – przesyconym informacjami, a to czyni z nas raczej obywateli sieci komputerowej i mediów niż regionu. Trafnie ocenił sytuację społeczną Wielkopolski z perspektywy badacza regionu, profesor Molik: „dziś warunki nie sprzyjają odrodzeniu etosu”[20].

 


[1] G.W. Kołodko, Wędrujący świat, Warszawa 2008, s. 11.

  1. James Strong słusznie podkreśla, że drugie znaczenie etosu stanowi wzmocnioną formę pierwszego. Biblia Gdańska w systemie Stronga. Nowy Testament wraz z Konkordancją i słownikiem wyrazów greckich Nowego Testamentu, wyd. 2, Kraków 2007, s. 499.

[3] Słownik grecko-polski, t. 2, red. Z. Abramowiczówna, Warszawa 1958, s. 26.

[4] Ibidem, s. 415.

[5] T. Szawiel, Etos, [w:] Encyklopedia socjologii, t. 1, Warszawa 1998, s. 202.

[6] R. Popowski, Wielki słownik grecko-polski Nowego Testamentu, Warszawa 1997, s. 158-159, 260; Biblia Gdańska w systemie Stronga, s. 427, 499.

[7] M. Ossowska, Ethos rycerski i jego odmiany, Warszawa 1973, s. 7.

[8] Słownik wyrazów obcych, red. E. Sobol, Warszawa 2002, s. 312.

[9]Etos Wielkopolan. Antologia tekstów o społeczeństwie Wielkopolski z drugiej połowy XIX i XX wieku, red. W. Molik, Poznań 2005, passim.

[10] J. Kitowicz, Opis obyczajów za panowania Augusta III, Warszawa 1985, s. 244, 270.

[11] Ibidem, s. 464.

[12] W. Fiszerowa, Dzieje moje własne i osób postronnych. Wiązanka spraw poważnych, ciekawych i błahych, tłum. E. Raczyński, Warszawa 1998, s. 45.

[13] W. Molik, Czy byliśmy Beocją?, Gazeta Wielkopolska 2001, nr 134.

[14] W. Oniszczenko, Genetyczne podstawy ludzkich zachowań. Przegląd badań w populacji polskiej, Gdańsk 2005, s. 155.

[15] Kołodko, s. 11.

[16] Niezależnie od okresu dziejów i przestrzeni wszyscy podlegamy dwom podstawowym prawom biologicznym – prawo zachowania życia i prawo zachowania gatunku. Wobec powyższego działania człowieka są zawsze zogniskowane na tych dwóch postulatach genetycznych, co znajduje następstwa w relacjach psychospołecznych. A. Kępiński, Lęk, Kraków, 2002, passim.

[17] P. Bojarski, Rozmowy o etosie Wielkopolan, Gazeta.pl Poznań, http://poznan.gazeta.pl/poznan/1,36024,2770962.html, Poznań 2005-06-16.

[18] Ibidem.

[19] Tę żartobliwą uwagę usłyszałem w trakcie rozmowy z pewnym notariuszem spod Warszawy. Wyrażona wyżej opinia o Krakowianach wydaję się również powszechna i odzwierciedla ją ironiczne pojęcie „Centusie”, które ukuto w okresie zaboru austriackiego. Przypomina mi to wypowiedź profesora Edwarda Drozda z Uniwersytetu Jagiellońskiego, którą podczas wspólnej rozmowy o kwestiach różnic mentalnych Polaków odbyliśmy przed laty. Wtedy to, na poły ironicznie, lecz z dobywającą się nutą dystansu, z ust mojego rozmówcy padło: „Krakusy to Centusie”. M. Czuma, Opowieści z Krainy Centusiów, Kraków 2001, passim.

[20] Bojarski, Rozmowy o etosie Wielkopolan.

Etos Wielkopolan w XIX wieku i współcześnie

20 lipca 2020

WROĆ DO BLOGA